Lekarze a rozdawnictwo

Nie od dzisiaj wiadomo, że w Polsce brakuje lekarzy. Sytuację braków kadrowych szczególnie unaocznia nam pandemia koronawirusa. (Niemało jest natomiast niemądrych celebrytów, np. dawno zapomnianych windsurferów, snujących teorie spiskowe i oskarżających środowisko lekarskie o czerpanie korzyści majątkowych z diagnozowania COVID-19, a także o to, że to lekarze – a nie politycy – są architektami klęski gospodarczej, albo w najlepszym razie kryzysu, z jakim przyjdzie się nam zmierzyć.)

Nie brakuje też w Polsce pieniędzy, skoro na propagandową TVP znalazło się po 2 mld złotych jednorocznej rekompensaty za okres 5 lat, co daje horrendalne 10 mld złotych.

(Za: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25767485,nie-2-a-co-najmniej-10-mld-zl-dla-tvp-ustawa-podpisana-przed.html oraz https://m.bankier.pl/wiadomosc/Prawie-2-mld-rekompensaty-dla-TVP-i-Polskiego-Radia-za-utracone-wplywy-7793741.html)

Ktoś mądry stwierdził kiedyś, że śmierć jednostki to tragedia, śmierć milionów – statystyka; śmiem twierdzić, że podobnie rzecz ma się z pieniędzmi – nasz mózg nie ogarnia takich abstrakcyjnych kwot, jak 10 mld złotych; znacznie bardziej wymierne wydaje się na przykład odpowiadające mu 263,16 zł „na łebka”.

No właśnie – od każdego z nas; założeniem dla poniższych wyliczeń jest populacja Polski wynoszącą 38 mln osób.

Kiedyś już obliczałem, że na leczenie onkologiczne każde z nas wydaje po 68 zł 55 gr rocznie (15 €), a jeden rok wspomnianej rekompensaty dla TVP każdą i każdego z nas kosztował 52 zł 63 gr. (Źródło: https://magazynpismo.pl/rzeczywistosc/reportaz/moj-kraj-utrudnia-mi-zycie/?seo=pw – polecam tę ciężką lekturę.)

Żyjemy jednak w czasach, gdy obrazki z ludzkim cierpieniem nie działają już tak, jak kiedyś; chcemy makabry więcej i więcej, szukamy dramy… Więc jeśli kogoś nie rusza to, że na pacjentów onkologicznych wydaje się niewiele tylko więcej, niż na nacjonalizowane i upartyjniane TVP i Polskie Radio, to lecimy dalej z liczeniem.

Wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce w sierpniu zeszłego roku było około 140 tysięcy lekarzy. (Źródło: https://konkret24.tvn24.pl/zdrowie,110/liczba-lekarzy-w-polsce-na-poziomie-europejskim-sprawdzamy-slowa-ministra-zdrowia,995557.html) Pomijam fakt, że znaczna część z nich – niektórzy szacują ten odsetek na 20-25% – to emeryci; wychodzi ok. 3,68 lekarza na 1000 Polaków, niezależnie od rzeczywistej kondycji psychofizycznej takiego medyka i średniej jego wieku.

Bardzo popularne jest nawoływanie, by „lekarze zwracali za studia”. (Czemu tylko my, a nie np. specjaliści od Public Relations czy zarządzający zasobami ludzkimi?) Padają ogromne kwoty, jakie ponoć państwo polskie łoży na wykształcenie medyków. Jedni mówią o 500 tys. złotych (Ź: https://www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/1872670,Kilkaset-tysiecy-zlotych-za-wyksztalcenie-specjalisty-A-potem-drenaz-mozgow), inni podają kwoty większe lub mniejsze.

Jak jest w rzeczywistości? Powiem na przykładzie osób, które płaciły za medycynę w trybie „niestacjonarnym” – w praktyce od „stacjonarnego” niczym się, oprócz NIEWIELE niższego progu kwalifikacji na podstawie wyniku z matury nie różniącego; byliśmy ze sobą w tych samych grupach, mieliśmy razem zajęcia, nie wiedzieliśmy, „kto jest kim”. I tacy właśnie „niestacjonarni” studenci – albo ich rodziny lub bliscy – za rok medycyny płacili 40 tys. zł. Czyli, jak łatwo policzyć, to 240 tys. zł za sześcioletni cykl kształcenia.

Okej. Na tym etapie kończy się „łożenie na medyka przez podatnika”. Dlaczego? Dlatego, że to co następuje dalej, to już nie, jak malują to politycy, wydatki na kształcenie, a pensja za pracę.

Po studiach lekarz podejmuje 13-miesięczny staż i 5- lub 6-letnią specjalizację. Ale w tym czasie nie jest już bezużytecznym studenciakiem, a pełnoprawnym członkiem zespołu medycznego, biorącym odpowiedzialność za ludzkie zdrowie i życie. (Lwia część szpitali w Polsce bazuje na harówce rezydentów, a bez nich z pewnością to wszystko by… upadło z hukiem.)

Gwoli wyjaśnienia: tak na stażu, jak i na rezydenturze w większości specjalizacji lekarz pracuje 48 h w tygodniu. 38 h to podstawowy czas pracy, 10 h – dyżury, nieco lepiej płatne (przelicznik 1,25x na stażu i 1,5x na rezydenturze). Dyżury na stażu i na samym początku specjalizacji są „towarzyszące” – lekarz nabywa umiejętności przy specjalistach; w późniejszym okresie specjalizacji, za zgodą kierownika specjalizacji, rezydent pełni je jednak samodzielnie. Dla uproszczenia obliczeń pozwolę sobie jednak wliczać tylko podstawowy, 40-godzinny czas pracy, żeby móc mniej więcej zestawić pracę lekarza z przedstawicielami innych zawodów. (Zainteresowani na podstawie podanych danych wyliczą sobie resztę; poza tym, nie są to dane tajemne, wszystko można wygooglować.)

Od 1 kwietnia 2020 lekarz stażysta na etacie zarabia ustawowo przyznane 2700 zł brutto (Źródło: https://pulsmedycyny.pl/minimalne-wynagrodzenie-lekarzy-stazystow-2700-zl-od-1-kwietnia-2020-r-980016) Koszty pracodawcy (płaci Ministerstwo Zdrowia) to ok. 3253 zł (Źródło: https://wynagrodzenia.pl/kalkulator-wynagrodzen). Czyli MZ wydaje na staż podyplomowy jednego lekarza ok. 39036 zł.

Rezydentura. Podstawowa, goła, rezydencja pensja to w pierwszych dwóch latach specjalizacji niezamawianych 4082 zł, później o 500 zł więcej; średnio miesięcznie zatem w ciągu 5 lat jest to 4382 zł brutto. Do tego może – i w większości przypadków dochodzi – tzw. bon patriotyczny, czyli dodatkowe 600 zł miesięcznie za zobowiązanie, że w ciągu 2 lat od ukończenia specjalizacji lekarz specjalista będzie pracował w publicznej ochronie zdrowia w Polsce. Z bonem patriotycznym wychodzi więc średnio 4982 zł brutto, zaokrąglijmy do 5000 zł. Koszt pracodawcy to ok. 6024 zł miesięcznie, co daje w ciągu 5-letniej specjalizacji wydatek rzędu 361440 zł. Trzeba tu jednak podkreślić raz jeszcze, że nie jest to bon, voucher na zdobywanie wykształcenia – a pensja za pracę.

Podsumujmy:
Studia: 240000 zł
Staż: 39036 zł
Rezydentura: 361440 zł
RAZEM: 640476 zł

Nie tak daleko był zatem pan Gowin od prawdy; jego słowa padły zresztą już jakiś czas temu, a wynagrodzenia nieśmiało poszły w górę, wciąż jednak nie do tego stopnia, do jakiego zobowiązało się Ministerstwo Zdrowia w porozumieniach zawartych z protestujacymi w poprzednich latach medykami. Tak, wykształcenie lekarza-specjalisty jest horrendalnie drogie. Ale nadużyciem jest insynuowanie, że cała ta kwota to jakiś bezzwrotny dar. Bo przecież wszyscy mamy prawo do bezpłatnych studiów w każdej dziedzinie nauki, nie tylko na wydziale medycznym; oddawanie zatem za ten tylko kierunek studiów uważam za niesprawiedliwe. A potem? Staż i rezydentura? To już przecież praca, praca, praca; a mało, że praca, to wymagająca dodatkowej, ciągłej nauki we własnym zakresie, często po godzinach, bo przecież w szpitalach jest co robić, a – wbrew podobnym manipulacjom – nie płaci się rezydentom na kształcenie, tylko za wykonywaną pracę. (Z litości nie wspomnę o sięgających tysięcy złotych kosztach szkoleń specjalistycznych, czy setek złotych kosztów pojedynczego podręcznika.)

Ale nie to jest celem moich obliczeń – żalenie się, zastanawianie, czy to dużo za tę pracę, czy mało; w tej sprawie odsyłam do protestów Porozumienia Rezydentów z lat poprzednich, do naszych postulatów nt. 6,8% PKB na ochronę zdrowia itd.

Chciałem tylko pokazać – i tu wrócę do początku posta – że, abstrahując od możliwości lokalowych, pojemności uczelni i klinik itd.; czysto hipotetycznie; że ZA 1000000000 zł MOŻNA WYKSZTAŁCIĆ – od początku do końca! – AŻ 15613 LEKARZY SPECJALISTÓW! Ta liczba to aż 11% obecnego stanu liczbowego lekarzy w Polsce!

Autor: Maciej Bedryło

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: